Nasze tytuły: Eurologistics | Truck&Business Polska | Logistyka Produkcji | log24.pl

Tragedia przy Puławskiej

(2008-02-29)

W środę wieczorem doszło do tragicznego wypadku, w którym zginął dziennikarz motoryzacyjny Super Expressu – Jarosław Zabiega. O życie walczy inna znana postać mediów samochodowych – Maciej Zientarski.

Dziennikarze jechali pożyczonym czteroletnim Ferrari o mocy 400 KM, autem marzeń wielu pasjonatów motoryzacji. Do wypadku doszło w środę około godziny 21.30 przy ul. Puławskiej w stronę Piaseczna. Według relacji świadków, pojazd ruszył spod świateł od ulicy Wałbrzyskiej, osiągnął dużą prędkość, tracąc przyczepność wybił się na garbie i uderzył w filar mostu. Jeden ze świadków twierdzi, że pojazd najpierw się obrócił. Momentalnie Ferrari stanęło w płomieniach, a obaj dziennikarzy zostali wypadli z niego. Według różnych doniesień auto jechało z prędkością 120-200 km/h. Pierwotnie media podały, że auto prowadził Maciej Zientarski. Jednak według jednej z relacji to Jarosław Zabiega siedział za kierownicą.
Jarosław Zabiega był dziennikarzem Super Expressu. Dziewięć dni temu skończył 30 lat. W najbliższy weekend w gronie najbliższych miał świętować w Zakopanem swoje urodziny. Wyjazdu w swoje ukochane Tatry nie doczekał. Wkrótce miał się pobrać z Agata, osierocił również dwuletnią Nelli
W "Super Expressie" zaczął pracować jako student w grudniu 1998 roku. Miał zaledwie 20 lat, mieszkał z rodzicami w rodzinnym domu w Wesołej i ścigał się w rajdach samochodowych. - Od razu wiedziałem, że chcę pisać o samochodach. Na tym się znam, to mnie kręci - tłumaczył, gdy pytałem go o dziennikarskie wybory. Wszechstronnie utalentowany. Ciekawy świata. Miał niespożytą energię i głowę pełną pomysłów. Grał na fortepianie, świetnie jeździł na nartach, biegał, był coraz lepszym tenisistą. Ambitny do granic możliwości. We wszystkim chciał być najlepszy.
W redakcji mówili o nim „Nadgarstek”, bo podkręcane przez niego piłki śmigały z dużą prędkością. Cierpliwie słuchał rad kolegów i sugestii czytelników, z całej Polski, z którymi testował motoryzacyjne nowości. Nie bał się prędkości, ale kierował bezpiecznie i z głową. Latał po całym świecie. Za kilka dni, jak co roku, wybierał się do Genewy. - Do samolotu wsiadam tak, jak do autobusu. Bez żadnych emocji - powiedział mi niedawno, gdy prosiłem go o rady przed swoją podróżą do USA. Gdy rozmawialiśmy o strachu przed prędkością, przed wypadkami, których pełno na każdym kroku, wzruszał tylko ramionami – mówi jeden z jego kolegów.
Zientarski walczy o życie w szpitalu. Ma poparzone ciało i złamany kręgosłup. Ale jest nadzieja, że przeżyje. Ma 36 lat i od kilku lat prowadzi własny program "V Max", w którym zajmuje się ekskluzywnymi sportowymi i luksusowymi samochodami. Jako miłośnik motoryzacji znany jest z zamiłowania do szybkiej jazdy, zarówno samochodami, jak i motocyklami. W zeszłym roku miał wypadek motocyklowy, wtedy jednak wyszedł z niego jedynie z lekkimi obrażeniami. Niebezpieczne pasje Maciej „odziedziczył” po swoim ojcu, jednym z najbardziej znanych dziennikarzy motoryzacyjnych - Włodzimierzu Zientarskim.
To nie pierwsza tragedia do jakiej doszło w tym miejscu - 24 lutego 2006 roku zabił się tam 23-letni Konrad Z. Kilka dni później inny samochód zabił kolegę kierowcy, który przyszedł tam, by zapalić znicz.

Źródło: www.TVN24.pl, www.se.com.pl

Kalendarium imprez

Partnerzy

Partnerzy merytoryczni

Partnerzy medialni